Patrycja Ciosek - Fotografia Przyrodnicza i Etnograficzna

  

FOTOGRAFUJĘ...

...od ładnych kilku lat ;-) Przede wszystkim przyrodę, ale nie stronię również od elementów etnograficznych. Początkowo moją pasją było makro, potem świat owadów ustąpił miejsca pejzażom, etnografii wraz z portretem i fotografii podróżniczej. Moje ulubione fotografie to takie, które nie są dosłowne, które przekazują nastrój towarzyszący mi podczas wyzwalania migawki. Na slajdach, a ostatnio przede wszystkich na matrycy, uwieczniam miejsca leżące w Polsce i te spotykane podczas dalszych podróży. Wynikiem mojej pasji są najczęściej powiększenia i publikacje w albumach; z wielką przyjemnością przygotowuję także diaporamy (pokazy zdjęć z odpowiednio zsynhronizowanym podkładem muzycznym).

Od 2004r. jestem członkiem Związku Polskich Fotografów Przyrody. W 2005 roku zdobyłam pierwszą ważniejszą dla mnie nagrodę: pierwsze miejsce na Ogólnopolskim Festiwalu Fotografii Przyrodniczej "Wizje Natury". Potem były inne nagrody a także wiele wystaw. Już od kilku lat oferuję skany, pliki cyfrowe oraz powiększenia moich prac za pośrednictwem tej strony. 

FOTOGRAFIA PRZYRODNICZA I ETNOGRAFICZNA...

...pozwala mi na połączenie dwóch pasji - obserwacji przyrody i etnografii oraz  fotografii. To przygoda, zaczynająca się o wschodzie słońca, pachnąca lasem, uczuciem kropel deszczu spadających na policzki. To opary mgły przepędzane wiatrem znad jeziora i harmonia, która można poczuć tylko o 4.24 rano stojąc w ubłoconych gumiakach gdzieś na Polesiu :-) Zapach wilgotnej od rosy łąki, możliwość wykradania tajemnic dzikim stworzeniom...

Taki rodzaj fotografii to ciągłe poszukiwanie doskonałego kadru, wieczna gonitwa w rytmie pór roku za pojawiającymi się wiosną kwiatami, letnim spokojem, jesienną feerią barw, i zimowym szronem. Poszukiwanie miejsc, w których sentymentalne kapliczki chylą się ku ziemi, gdzie ludzie wciąż jeszcze każdego dnia dekorują kwiatami przydrożne krzyże. To nie tylko czysto atawistyczne polowanie na doskonały moment, ale sentymentalna podróż w poszukiwaniu własnych korzeni i próba zrozumienia miejsca, z którego pochodzę. To również ludzie, których spotykam na swej drodze...

Wschód słońca nad morzem, 2007

Wschód słońca na Pustyni Gobi, 2006

Fotografując maki na Pomorzu, 2007

Wśród gór lodowych na Islandii, 2005

UAZ-em przez serce Azji, 2006

APARAT...

...pierwszy, który pamiętam, to Zenit mrugający do mnie swoim 50-cio milimetrowym okiem. Początkowo służył do dokumentacji mojego dzieciństwa. Po zapełnieniu wielu albumów zdjęciami rodzinnymi, Zenit stał się całkowicie moją własnością - bawiłam się nim uparcie, pstrykając wszystko dookoła na czarnobieli aż do momentu, gdy mój stary, dobry przyjaciel powędrował na półkę.

W 2001 roku wyjechałam z Polski na dłużej. Dostałam wtedy w prezencie lustrzankę Pentax MZ-30 z dwoma obiektywami, które miały mi służyć do dokumentacji podróży. Wtedy wszystko wróciło :-) Tak się przyzwyczaiłam do tego korpusu i tak do niego przyrosłam, że mam go do dziś. Dokupiłam kolejny korpus, sporo obiektywów, pierścieni, konwerterów, i już nie było odwrotu ;-) Moje ulubione zabawki z tamtego okresu to kultowe Pentax MZ-S z zapakowaną Velvią albo Kodakiem E100VS oraz Sigma 300/4 APO macro.

Od kiedy nastała era fotografii cyfrowej, zastanawiałam się, kiedy i w moje ręce trafi korpus wyposażony w matrycę. Stało się to tuż przed wyjazdem na Pustynię Gobi, w czerwcu 2006 roku. Kupiłam wtedy Pentax istDL. W kolejnym roku zamieniłam go na Pentax K10D, do którego dopinałam najczęściej Sigmę EX APO 100-300/4. Jeszcze przez jakiś czas chwaliłam sobie  zalety zarówno techniki analogowej, jak i cyfrowej, i w zależności od okoliczności wybieram odpowiedni korpus. Jednak nieuchronnie nastał koniec ery slajdów i w moim plecaku foto zamieszkały już jedynie aparaty cyfrowe.

Tematyka moich zdjęć ulegała ciągle ewolucji - coraz częściej robiłam nie tylko landszafty, ale także portrety i reporterkę wyjazdową. Po wielu przemyśleniach postanowiłam jednak zmienić system. Mimo tego, że wciąż trzymam Pentaxy MZ-30 i MZ-S, to od połowy 2009 roku  jestem już "Canon user" - aktualnie fotografuję  sprzętem tylko tej marki.

Teraz posiadam kilka korpusów, kilka obiektywów stało- i zmiennoogniskowych, konwertery, pierścienie, filtry i inne akcesoria. Statyw Manfrotto i ulubioną precyzyjną głowicę 410, a do szybszych akcji głowicę kulową 488RC2. Najczęściej stawiam na nich Canona 50D z różnymi obiektywami serii L. Wszystkie sprzęty zabezpieczam produktami marki Lowepro. Czasami chętnie korzystam z reporterskiego Canona G9, choć kiedyś myślałam, że mydelniczką dobrych zdjęć się nie zrobi ;-)

Te kilkanaście kilo sprzętu dźwigam niezależnie od tego, czy wyruszam do wsi obok, czy na inny kontynent. Ale to przecież nie sprzęt jest najważniejszy, tylko zdjęcia, jakie dzięki niemu powstają :-) 

W bezkresie salarów, Boliwia, 2009

Gdzieś na Polesiu.....  :-)

Rejs na wieloryby, Morze Grenlandzkie, 2005

MATERIAŁY...

...to przez wiele lat nieodmiennie slajdy. Na początku robiłam zdjęcia na negatywach, ale po obejrzeniu pierwszej naświetlonej Velvii zrozumiałam jedynie słuszną prawdę ;-) Velvia wszak to legendarny materiał fotografów przyrody. Zamiennie korzystałam również z Kodaka E100VS, sporadycznie z Provii i Kodaka GX, natomiast wiele fotografii czarno-białych wykonałam na negatywach Ilforda i slajdach Agfa Scala i Fomopan.

Tak jak przeskok z negatywu na slajd był dla mnie przełomowy, tak wywołanie pierwszego pliku RAW unaoczniło mi moc możliwości nowej technologii. Teraz fotografuję wyłącznie cyfrowo, jednak staram się wywoływać pliki RAW tak, żeby nawiązywały do kolorystyki, tonalności i kontrastowości moich ulubionych materiałów analogowych.

TROCHĘ FILOZOFII...

Fotografując przyrodę pamiętam przede wszystkim o tym, żeby jej nie szkodzić. Zasady etyczne, którym chcę hołdować, dobrze opisuje Kodeks Etyczny ZPFP.

Druga sprawa, która szczególnie w ostatnim czasie staje się coraz bardziej istotna, to rozumienie fotografii przyrodniczej jako obrazu ukończonego na etapie wyzwalania migawki. Zdjęcia, które przedstawiam to obrazy pełnoklatkowe, które w formie cyfrowej istniejącej w sieci, jak najbardziej zbliżone są do oryginalnego slajdu. W plikach otrzymywanych za pomocą korpusu cyfrowego dokonuję tylko zmian globalnych (zmiana kontrastu, nasycenia, itp.). Wszelkie zmiany dokonane w etapie cyfrowej obróbki, polegające na dodawaniu elementów do zdjęć, usuwaniu zbędnych szczegółów, wstawianiu tła z jednego zdjęcia do drugiego, są dla mnie GRAFIKĄ a nie FOTOGRAFIĄ i jako takie mnie nie interesują.

Problem fotografii przyrodniczej jako prawdziwego odzwierciedlenia świata natury świetnie opisał Klaus Nigge w albumie "Barwy Ziemi"*. Polecam ten tekst.

Źródłem inspiracji dla mojej fotografii są prace szeregu Autorów, których podziwiam. Są zdjęcia, które wciąż mam przed oczami... Kruk Muniera, gęsi Morrisa, oryks Brandenburga, pelikan Moika, pingwiny Lantinga. Ostatnio pod moimi powiekami mieszkają słonie Fischera... 

Może kiedyś też zrobię takie zdjęcia? Bardzo bym chciała :-)

Sesja w rzepaku ;-) 2008

Fotografując Bajkał, Syberia, 2008

Fotografując buczynę, 2008

Fotografując ptaki na Runde w Norwegii, 2005

Wschód słońca nad morzem, 2005

Buszując w zbożu ;-)  2007

Wschód słońca w Słowińskim PN, 2006

Nad Prypecią, Białoruś, 2007

Płynąc na Lofoty, 2005 

O STRONIE...

Na stronie zamieściłam subiektywny wybór swoich prac :-) Nowe zdjęcia wciąż powstają, tak więc Galeria jest ciągle uzupełniana.

Coraz większą częścią tej strony są Fotorelacje, czyli opowieści o wyjazdach do mniej lub bardziej odległych krajów, które odwiedzam w celach fotograficznych. Staram się omijać główne szlaki, skoncentrować na przyrodzie i etnografii danego regionu, omijając wielkie miasta, turystyczny tłum i zgiełk.

W zrozumieniu realiów miejsc, które odwiedzam, oraz szukaniu inspiracji fotograficznych pomagają mi albumy fotograficzne oraz lektury przewodników (głównie Lonely Planet), relacji z podróży, reportaży (Kapuściński, Hugo Bader, Terzani...). Cytaty z tych książek ubarwiają powstałe relacje - to mój subiektywny wybór tych słów, które najlepiej uzupełniają zrobione przeze mnie zdjęcia.

W Polsce wciąż kontynuuję projekt "W poszukiwaniu ginącego czasu", którego efektem jest szereg prac umieszczonych w Polskiej części Galerii. Jest to fotoopowieść o miejscach i rzeczach powoli odchodzących w przeszłość, mój osobisty fotopamiętnik ze szwendania się po Polsce wschodniej. 

Jeśli interesuje Cię zakup zdjęć i/lub innych materiałów z tej strony -  skontaktuj  się ze mną.   

 

*) "Barwy Ziemi - najlepsze zdjęcia dzikiej przyrody", Wydawnictwo G+J RBA (National Geographic), Warszawa, 2005, strony 181-182

 

W podziemiach Lalibeli, Etiopia, 2008

Na Syberii, 2008

Nadbuże, 2005

Gdzieś na afrykańskich ścieżkach, 2008

Piaski Paracas, Peru, 2009

Wędrując przez Mongolię, 2006

Według Kapuścińskiego najpiękniejszy widok w Afryce... , 2008

Gdzieś na południowoamerykańskim Altiplano, 2009

Plecak foto służy różnym celom :-)

Wszystkie zdjęcia, teksty, pliki znajdujące się na tej stronie są własnością jej autorki i podlegają ochronie prawnej © Patrycja Ciosek