POWRÓT DO GALERII

Krótki ogon, długie nogi, masywna ale wąska głowa... broda, charakterystyczne łopaty... a może przede wszystkim śmieszny wyraz "twarzy" sprawiają, że to nie tylko jedna z najbardziej ulubionych maskotek, ale i symbol Szwecji.

 

Od tej podróży z łosiami kojarzyć mi się będzie także ich ciekawość, flegmatyczne usposobienie i wrażenie, jakie sprawiają te wielkie zwierzaki stojąc zaledwie 2 metry od człowieka... jak dobrze, że łosie są roślinożerne ;-)

◊◊◊Ł OSIE

Łosie były moim głównym celem przyjazdu w okolice Vänersborga. Królewskie Tereny Łowieckie zachęcały dużym prawdopodobieństwem spotkania tego ssaka, a nawet  - przy odrobinie szczęścia - całych rodzin. Największemu zagęszczeniu tego zwierzęcia w Szwecji sprzyja tutaj bliskość jezior, jeziorek, oraz dużych obszarów podmokłych. Znaczna część terenu porośnięta jest gęstym lasem, wśród którego łosie skrywają się w dzień. Podczas jesieni, gdy liści wciąż dużo na drzewach, trudno je wypatrzeć w gęstwinie, ale za to jest możliwość sfotografowania ich w kolorowej jesiennej scenerii.

Nie tak łatwo je spotkać na otwartym terenie za dnia, gdy istnieje szansa zrobienia zdjęcia. O ile pięć lat temu łosia zobaczyć nie było sztuką, bo tak się rozpanoszył, ze Szwedom jabłka z ogródków powyjadał ;-)  o tyle teraz jest to utrudnione - zdenerwowani tubylcy znacznie zmniejszyli jego pogłowie. Przetrwały tylko sztuki mające najmniej chęci kontaktu z człowiekiem. Po kilku dniach penetrowania wzgórz, kiedy poziom mojego entuzjazmu równał się mniej więcej ilości spotkanych łosi (czyli ZERO), los się jednak odmienił. Najpierw pokazała mi się para tych zabawnych zwierząt, a następnego dnia mogłam już podziwiać ich całą rodzinę. Co prawda rogacz pojawił się tylko na moment, by skryć się w zaroślach, ale  klempa i łoszak dzielnie pozowały. Młody zaciekawiony moją osobą co i rusz podchodził bliżej, to wycofywał się dając mi pole do manewru. Co chwila także podskubywał gałązki brzozy a potem flegmatycznie je przeżuwał, wszak była pora łosiego śniadania :-)

Spotkania z łosiami były tak bliskie, że do części pokazywanych tutaj zdjęć nie używałam teleobiektywu, ale obiektywu szerokokątnego... Co prawda z drżeniem nóg, bo jednak młode łośki potrafią niechcący uszkodzić znajdującego się blisko obserwatora ;-) Jednak bardziej niebezpieczna jest klempa, która w razie niebezpieczeństwa zaczyna bronić potomka... czasami bywa przewrażliwiona, tak więc lepiej nie być na linii pomiędzy nią i jej dzieckiem ;-)

Łosie pięknie wyglądały wśród pomarańczowych liści paproci, jednak spotkanie z nimi dobiegło niebawem końca - powoli oddaliły się w gęste zarośla, a ja po zejściu ze wzgórz udałam się w stronę cywilizacji ;-)

DALEJ

 

 

 

Wszystkie zdjęcia, teksty, pliki znajdujące się na tej stronie są własnością jej autorki i podlegają ochronie prawnej © Patrycja Ciosek