POWRÓT DO GALERII

"...Na każdego docierającego do mety czekają gorące wiwaty i oklaski. Każdy zdobywa uznanie, ale tylko koń - zwycięzca staje się natychmiast wart miliony tugrików i odbiera cenne nagrody. Tylko dla tego konia najbardziej znany w Mongolii hodowca, z czarą archii w ręce, śpiewa pieśń chwały. Mały jeździec dostaje do picia kumys, którego część, zgodnie z tradycją, musi wylać na grzywę swojego konia…”

B. Uryn

"U nas chłopcy i dziewczęta dosiadają pierwszy raz konia, kiedy mają cztery do pięciu lat. Do tego czasu wozi ich na koniu matka, a gdy osiągną ten wiek, wsiadają same na dziecinne siodła, jeżeli nie jadą na oklep [...] Chłopczyk lub dziewczynka dostaje wtedy własnego konia..." 

A. Rona-Tas

 

Przyznaję, pomyślałam o okrucieństwie ludzi stepów, o wielkiej chęci wygranej ponad wszystko, o niehumanitarnym traktowaniu zwierząt, o barbarzyństwie. Łatwo jest oceniać, jednak takie szybkie oceny zwykle są krzywdzące. Mongołowie kopali konia, ponieważ był to jedyny sposób na wykonanie w tych warunkach masażu serca tak wielkiemu zwierzęciu. Postawienie go na nogi miało pomóc wyrównać ciśnienie krwi. Niestety, konia nie udało się uratować, jednak wiem, że Mongołowie zrobili wszystko, by stało się inaczej… Obok ginącego konia pojawiali się kolejni ludzie. Dotykali go, smarowali się jego potem. Podjechał jeździec, który przechylając się z siodła, długim zamaszystym ruchem zebrał resztki piany ze stygnącego już zwierzęcia. To też według tradycji daje szczęście…

Dlatego Naadam to święto koni, nie jeźdźców. To konie wygrywają wyścigi, nawet te, które utraciwszy po drodze małego dżokeja samotnie osiągają linię mety. Dostają potem prezenty, idą w uroczystej defiladzie na stadionie Nadaam, bogato udekorowane. Szczególnie czczony jest nie tylko ten, który pierwszy dotarł do mety, ale także ten ostatni, który dotrzeć do niej zdołał..

Konie to ulubione zwierzęta potomków Czyngis-chana, jest tu ich więcej niż ludzi. To one umożliwiają prowadzenie hodowli, służą do transportu, to z ich mleka produkowany jest kumys. Dlatego podlegają surowej selekcji od setek lat, od kiedy Naadam co roku organizowany jest na dalekich stepach...

◊◊◊NAADAM - KONIE I ŁUKI

Kilkaset metrów od stadionu, na którym odbywają się zawody zapaśnicze, znajduje się strzelnica łucznicza. Zawodnicy – kobiety i mężczyźni w różnym wieku stoją na wyznaczonej linii, ubrani w tradycyjne stroje, mierząc z łuków o charakterystycznym, niezmienionym od wielu wieków kształcie. Celują do kawałów filcu leżących bezpośrednio na ziemi, 75m od linii na której stoją zawodnicy. Każdy ze strzelców chce zdobyć tytuł Mergen, czyli Celnie Trafiającego, przy czym zwycięzców może być kilku.

„… Ceremonialne i symboliczne gesty wskazują, że w dyscyplinie strzelania z łuku zwycięstwo nie jest najważniejsze. Tu chodzi o kultywowanie tradycji. I tak na przykład pierwszy strzał w zawodach musi oddać mężczyzna urodzony w Roku Tygrysa (według kalendarza buddyjskiego), strzały zbierają urodzeni w Roku Szczura, a wyniki podaje osoba urodzona w Roku Małpy. Śpiewa w tym czasie ten, kto urodził się w Roku Smoka…” (B. Uryn) 

Wyścigi konne odbywają się w innym miejscu niż pozostałe dwie gry męskie. W stepie, niedaleko stolicy, powstaje ogromna wioska złożona z jurt jeźdźców, ich rodzin, całej obsługi tego wydarzenia, oraz kilkuset koni. Przybywają tam też obserwatorzy wyścigu, którzy rozsiadają się w stepie gdziebądź, jeżdżą konno między znajomymi, urządzają sobie rodzinny piknik w oczekiwaniu na galopujące w stepie konie.

W zawodach startują… kilkuletnie dzieci, które wspaniale jeżdżą konno. W Mongolii często maluchy nie umiejące jeszcze chodzić sadza się na koniu, więc często ta umiejętność jest ich pierwszym wyuczonym sposobem przemieszczania. „… Osobno ścigają się 2-, 4- i 5-letnie konie na różnych odległościach. Najważniejszym biegiem jest wyścig ogierów na dystansie aż 30 km. Przygotowania do startu trwają godzinami i pokazują, że nie zwycięstwo jest najważniejsze, ale sam udział w Naadam. Tysiące widzów na trybunach podziwia setki defilujących koni z małymi jeźdźcami w siodłach, tradycyjnie okrążających przed startem owoo z narodową flagą. Zawodnikom towarzyszą ich rodziny (również mamy, siostry i babcie na koniach). Bogate uprzęże, inkrustowane srebrem siodła i kolorowe, zgodnie ze zwyczajem bogato zdobione stroje jednych mieszają się ze skromnymi delii, bosymi nogami innych maluchów, jadących na koniu na oklep. Konie to cud, którym bogowie obficie obdarzyli Mongołów…” (B. Uryn) 

Zawodnicy wpierw idą na miejsce startu. Kolumna jeźdźców rozciąga się daleko w stepie. W końcu zawodnicy znikają, aby pojawić się w tumanach kurzu. To na ten moment czekają obserwatorzy. Tłum kibiców powstaje z miejsc, podekscytowanie staje się namacalne… kiedy widać już małych jeźdźców, którzy krzycząc na konie i machając nad głową kijkami zmuszają je do morderczego biegu, tłum zaczyna biec w kierunku zawodników. Widać już z bliska, jak konie pokrywa piania, a młodzi dżokeje ledwo trzymają się na siodłach. Mają za sobą 30 km morderczego biegu przez step. Widzowie są tak rozgorączkowani, że policja nie może utrzymać porządku – tłum wylewa się w step, na drogę galopujących koni. Dotknięcie trawy, po której biegają konie, jest szczęśliwe.. kibice nie tylko jej dotykają, ale także się nią smarują. Wśród nich byłam i ja… zgubiłam co prawda swoich współtowarzyszy podróży, ale nie to było ważne, lecz moc i emocje płynące z samego źródła wielowiekowego rytuału. Człowiek zachodu nie potrafi do końca tego zrozumieć. Początkowo zastanawia się, po co to męczenie koni, po co ten brutalny trud. Zwłaszcza, gdy widzi tego upadającego, dla którego wyścig okazał się ostatnim. Co roku w Naadam pada kilka koni. Jest to cena, jaką naród koczowników płaci za selekcję najwspanialszych ogierów i klaczy, których potomstwo zasiedli stepy w kolejnych pokoleniach. Widziałam też konia, który upadając prawie przygniótł swojego małego dżokeja. Podbiegło do niego od razu kilku mężczyzn, którzy zaczęli kopać wierzchowca, na siłę stawiać go na nogi.

 

DALEJ

 

 

MON_3285-01.jpg MON_3282-01.jpg MON_jpg_3117.jpg MON_3237.jpg MON_3125.jpg
MON_3160.jpg MON_3149.jpg MON_3274.jpg MON_3126.jpg MON_3135.jpg
MON_3141.jpg MON_3280-01.jpg  MON_3232.jpg MON_3272.jpg MON_3145.jpg
MON_3161.jpg MON_3182.jpg    MON_3201.jpg  MON_3206.jpg
MON_3208.jpg MON_3213.jpg MON_3214.jpg MON_3216.jpg  MON_3211.jpg
MON_3212.jpg MON_3221.jpg MON_3233.jpg MON_3260.jpg MON_3278.jpg
MON_3252.jpg MON_3270.jpg MON_jpg_3305.jpg MON_3391-01.jpg  MON_3358-01.jpg
 MON_3383-01.jpg MON_3320-01.jpg  MON_3389-01.jpg MON_3370-01.jpg  MON_3374-01.jpg
 MON_3324-01.jpg MON_jpg_3040.jpg  MON_jpg_3039.jpg MON_jpg_3017.jpg  MON_jpg_3025.jpg


"...Za widownią stadionu odbywały się zawody łucznicze. Zebrani obok celu uczestnicy witali każde trafienie głośnym śpiewem. Patrząc na napinających cięciwę i celujących bystrym wzrokiem zawodników zastanawiałem się, czy to przed tą bronią drżały kiedyś ludy od Japonii po Austrię, od Syberii po Jawę..."

A. Rona-Tas
 

MON_jpg_2855.jpg  MON_jpg_3029.jpg  MON_jpg_3034.jpg  MON_jpg_2778.jpg
 MON_jpg_3037.jpg  MON_jpg_3032.jpg  MON_jpg_2792.jpg MON_jpg_3020.jpg  MON_3255.jpg

 

Wszystkie zdjęcia, teksty, pliki znajdujące się na tej stronie są własnością jej autorki i podlegają ochronie prawnej © Patrycja Ciosek