POWRÓT DO GALERII

"...Każdego ranka będę składał (górze) Burkan Kałdun ofiary, będę się do niej modlił! — Temudżyn dziewięciokrotnie przykląkł w stronę słońca, złożył ofiarę i odmówił modlitwę."

Tajna historia Mongołów, XIII w.

 

 

Będąc w tych okolicach warto odwiedzić także znajdujące się niedaleko miasta Tsetserleg gorące źródła Tsenher. Pomimo tego, że wyglądają bardzo cywilizowanie, ich otoczenie, szczególnie odziane w poranne mgły wzgórza, wyglądają pięknie. Ciekawa jest także owiana legendami skała Taikhar Chuluu, na której podobno znajdują się tybetańskie inskrypcje. Trudno je jednak wypatrzyć wśród dużej ilości napisów odwiedzających to miejsce turystów.

◊◊◊DOLINA ORCHONU

Orchon gol to najdłuższa mongolska rzeka (1124 km), dopływ Selengi wpadającej do jeziora Bajkał. W dolinie tej rzeki znajduje się kolebka mongolskiego państwa, czyli Karakorum, ale to nie tylko z tego względu miejsce to zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Silny nurt tej rzeki i zmienny stan wód sprawiają, że tworzy ona malownicze załomy i piękne wąwozy, kaniony, porośnięte modrzewiem, cedrami, sosną, świerkiem i jodłą. W jej nurtach mieszka wiele ryb, w tym jesiotry, białe łososie, tajmienie i lipienie. Warto ich spróbować - ryby z tak czystej, nieskażonej żadnymi zanieczyszczeniami przemysłowymi rzeki smakują wybornie, a biorą nawet na kapsle, o czy pisałam już wcześniej ;-)

Jednym z najpiękniejszych miejsc w Dolinie jest Ulaan Tsutgalan - wodospad na Orchonie o wysokości 24 metrów. Warto tam dotrzeć, choć droga do najłatwiejszych nie należy:

"...trzeba cały czas uważać na drogę, ponieważ niewielka wyrwa, kamień lub rów mogą złamać resor albo zniszczyć zawieszenie, nie mówiąc o uszkodzeniu bagażu, a wiadomo, ze samochód mongolskiego szofera nigdy nie jeździ pusty. Choćby nie wiem jak prosta droga była przed nim, musi uważać i zwalniać przed każdym korytem wyschniętego strumienia. Musi uważać, żeby nie zakopać się w piasku (lub błocie, jeśli niedawno padał deszcz) i pamiętać, ile ma paliwa. Poza tym mówi do mnie po mongolsku i jakoś żyjemy. Ciągle mam wrażenie, ze każdemu napotkanemu człowiekowi przedstawia mnie jako jakiegoś zwariowanego turystę z Polski, kraju pewnie równie dla nich tajemniczego jak dla mnie Burkina Faso, który traci czas i pieniądze, jeżdżąc po Mongolii bez wyraźnego celu. Zastanawiam się, czy on czasem nie ma racji..." (J. Sypniewski)

 

DALEJ

 

 

 

Wszystkie zdjęcia, teksty, pliki znajdujące się na tej stronie są własnością jej autorki i podlegają ochronie prawnej © Patrycja Ciosek